|
Kościół (nie)pokoju…
Co to jest master shot? Do czego służy blenda? Jaki jest time code? Który to
dubel? Na te pytania odpowiadali lub szukali odpowiedzi uczestnicy warsztatów
filmowych, które odbywały się w dniach 4-12 czerwca na placu Pokoju w Świdnicy.
- To była niezwykła przygoda – zgodnie podsumowują miniony tydzień
uczniowie naszej szkoły. – Wiele się nauczyliśmy, spróbowaliśmy swoich sił
przed kamerą i pod okiem profesjonalistów. Doświadczyliśmy tego, jak bardzo
różni się świat teatru od świata filmu. Minimalizm środków był dla nas
prawdziwym zaskoczeniem.
A wszystko zaczęło się od kilku brulionów, pudełka długopisów i spotkania z
Robertem Mellerem, scenarzystą. Bo przecież każdy film musi mieć swój
scenariusz. – Inspiracją był dla nas tekst Jakuba Czarnika, autora książki
„Pan Samochodzik i Biblia Lutra”. A natchnienia dla opisu poszczególnych scen
filmu szukaliśmy w cieniu lip na placu Pokoju – wspomina Martyna Kycia. –
Podczas długiego czerwcowego weekendu, kiedy nasi rówieśnicy korzystali z uroków
słońca, Robert wprowadzał nas w świat budowania postaci i relacji między nimi
– wyjaśnia Nicole Mikulska. – Napisanie scenariusza w ciągu trzech dni to
nie lada wyzwanie, ale wydaje nam się, że podołaliśmy temu zadaniu –
podkreśla Karolina Kosior.
Pierwszy dzień zdjęciowy rozpoczął się od deszczu pod Halą Stulecia we
Wrocławiu. Dla uczestników warsztatów był to jednak emocjonujący poranek.
Poznali bowiem całą ekipę, z którą mieli pracować przez kolejne dni: Dorotę
Petrus, Bogdana Lęcznara – reżyserów, Tadeusza Owsiankę – operatora oraz Pawła
Rożka – jego asystenta, a także Piotra R. Biernata – jedynego zawodowego aktora
w obsadzie. – Dorota i Bogdan to dwa żywioły, świetnie się uzupełniali. I
trzeba przyznać, że dzięki nim potrafiliśmy się odnaleźć w zupełnie nowych dla
nas rolach. Byliśmy świadkami narodzin nowej rzeczywistości. Co więcej, byliśmy
jej współtwórcami – mówi Tomek Puzio.
Z Hali Stulecia ekipa przeniosła się do Świdnicy. Kolejne godziny upływały na
filmowaniu scen przed i we wnętrzu tutejszego Kościoła Pokoju. – Pomimo tego,
że tak długo mieszkamy w Świdnicy, nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak bogatą
historię ma nasza świątynia. Spokój i harmonię kościoła zakłócało momentami
zamieszanie, jakie panowało na planie, a także fabuła z wątkiem kryminalnym
– opowiada Nastazja Rodziewicz. – Jednak atmosfera i klimat stwarzana przez
miejsce, w którym się znajdowaliśmy, wyczuwalna była w każdym centymetrze
sześciennym wdychanego powietrza – dodaje Nastka. – Ale prawdziwy nastrój
niepokoju wytworzył się w trakcie kręcenia sceny późnym wieczorem na cmentarzu
– zdradza Patrycja Sitarska. – Dodatkowy element grozy wprowadzały atakujące
nas komary, których ślady po ugryzieniach mamy do dzisiaj – dodaje Pacia.
Ostatni dzień zdjęć miał miejsce w Jaworze. Był najbardziej stresujący, gdyż
wszyscy zdawali sobie sprawę, że czas na duble i dodatkowe ujęcia mija
nieubłaganie. Poczucie końca działało równie przygnębiająco. Okrzyk reżysera:
„Mamy to. Koniec zdjęć. Dziękuję.” padł przy ambonie tamtejszego Kościoła
Pokoju. Przed odjazdem, zgodnie z tradycją filmową, wystrzeliły korki szampana
(tym razem bezalkoholowego Piccolo o smaku truskawkowym)…
P.S
Nie możemy zapomnieć o osobach, bez których ten projekt nie miałby szans
powstać: pani Bożenie Pytel, producentce filmu, obecnej ze swoim aparatem zawsze
i wszędzie; Marcie Żywickiej za wsparcie duchowe, opiekę i wszystko, co dla nas
zrobiła (jest tego tyle, że nie sposób tego wyrazić słowami), pani Beacie
Wierzbickiej, dzięki której spotkaliśmy się w tym składzie.
Cięcie. Było super świetnie. Zróbmy to jeszcze raz!
Tekst napisali
uczestnicy warsztatów pod opieką Marty Żywickiej
|